XIII CRACOVIA MARATON – 3:18:53

3077c7_3c272bc910d149a79421990697d2d28f

Maraton w Krakowie miał być ukoronowaniem pierwszej części sezonu oraz imprezą docelową w tym roku. Przygotowywałem się do niego bardzo sumiennie i liczyłem na czas w granicach 3:30 – 3:40 ale to jak pobiegłem zaskoczyło chyba wszystkich znajomych i moich „kolegów biegaczy”. Poniżej streszczenie ostatnich przygotowań i samych zawodów.

Na dzień przed startem pojechałem odebrać pakiet startowy i przy okazji zaopatrzyłem się w 2 szt żeli energetycznych (nigdy wcześniej nie miałem styczności z czymś takim) oraz pasa, do którego można sobie podpiąć numer. W domu przymierzyłem koszulkę a wieczorem spakowałem plecak, dokładnie sprawdzając czy niczego nie brakuję.

W niedzielę gdzieś na 15 minut przed startem przebrałem się, oddałem rzeczy do depozytu zrobiłem 3 skłony, 50 metrów truchtu i będąc w pełni rozgrzany ustawiłem się w swojej strefie startowej. Jeszcze w drodze na rynek zastanawiałem się jaką przyjąć taktykę żeby z czasu 1:34 (życiówka na półmaratonie) nabiegać coś w okolicach 3:30:00. Bez większego kombinowania, szarpania tempa i niepotrzebnego marnowania energii postanowiłem pilnować tempa 5:10 na km i ewentualnie w drugiej połowie przyspieszyć. Ten stan rzeczy udało mi się upilnować tylko na pierwszym kilometrze a potem jakoś samo poszło 🙂 Pierwsze 10 km zrobiłem w około 48 minut i bałem się że już po zawodach, że na pewno braknie mi mocy w końcówce. Na 21 km miałem czas 1:40 i byłem w lekkim szoku bo czułem się jakbym dopiero rozpoczynał zawody. Kolejna dycha w tempie około 47 minut a ja dalej z ogromnym zapasem sił. Zacząłem finiszować od 32 km i ostatnie 10 km zrobiłem w granicach 45 minut uzyskując ostatecznie 3:18:53 co było dla mnie ogromnie pozytywnym szokiem.

Był to mój pierwszy maraton w życiu i mogę powiedzieć, że wszystko zagrało mi w nim idealnie. Po pierwsze świetnie biegło mi się w moich nowych butach a bałem się że mogą obcierać itd. Nowe spodenki, w których biegłem pierwszy raz na zawodach też spisały się idealnie. Jednak największym zaskoczeniem było dla mnie działanie żeli energetycznych, dawały strasznego „kopa” i chyba dzięki nim tak bezproblemowo dobiegłem do mety. Podczas samego biegu można się było najeść i napić do woli 🙂 więc korzystałem (oczywiście wszystko z umiarem). Na całej trasie dopingowała masa ludzi, przybijali „piątki”, cykali fotki, darli się że już niedaleko „JESZCZE TYLKO 32 KM” (takie jaja) więc biegło się w fajnej atmosferze. Sam finisz i ostatnie 200 metrów to ogólne szok i trzeba to samemu przeżyć bo opisać to nie sposób.

Po samym biegu myślałem że się nie podniosę z ławki w szatni, potem ledwo dowlokłem się do przystanku i co najlepsze musiałem czekać na tramwaj niskopodłogowy bo do normalnego nie byłem w stanie wejść 🙂 Największą niespodziankę (nie licząc mojego wyniku) zrobiły mi jednak dzieci z żoną. Na naszym balkonie powiesiły transparent z napisem „WITAMY TATĘ MARATOŃCZYKA” co uwieczniłem na zdjęciu i przypiąłem do tego posta.

I  koniec

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s